06 stycznia 2013

drazliwy temat - karmienie piersia

Od jakiegos czasu czytam blog "100 bledow wychowawczych" Matki Sanepid jak sama o sobie pisze. Musze stwierdzić, ze sposob w jaki pisze bardzo przypadł mi do gustu i z zaciekawieniem czytalam kolejne wpisy. Uwielbiam gdy ktos pisze jak jest na prawde gdy ma sie dzieci, a latwo nie jest szczegolnie gdy tak jak autorka jest sie samotna matka dwoch dziewczynek. Przy tym jest bardzo zabawna i "na czasie". No i tak sobie dzis czytam z jej archiwum i natrafilam na ciekawa notkę w ktorej nie pisala nic bo nie miala czasu za to podala linki do innych stron na ktorych znajdowalo sie cos czego jest autorka. Jeden wywiad, ksiazka jej autorstwa (która swoja droga mnie zainteresowala) i dwa artykuły. Jeden z nich na temat wyprawki a drugi karmienia piersia. 


http://kobietawielepiej.pl/macierzynstwo/ciaza-i-porod/wyprawka-czyli-przedporodowe-szalenstwo -wyprawka
http://kobietawielepiej.pl/macierzynstwo/noworodek-i-niemowle/karmienie-piersia -karmienie piersia

I tak czytam wszystko poklei, wszystko w jej stylu wiec zainteresowalam sie nawet i wyprawka, której kompletowanie mam dawno za soba dochodząc do tematu karmienia piersia. Jestem bardzo ciekawa co ludzie mysla tak naprawde na ten temat, a gdzie mowia najszczerzej...na internecie! Nie zadko anonimowo! Dopiero wtedy maja odwagę powiedziec, ze to naprawdę trudne, ze sobie nie radza itd. Sa tez oczywiscie zwolenniczki karmienia piersia mimo wszystko bo tylko to jest dobre dla dziecka a tylko wspomiec o mleku MODYFIKOWANYM to rozetuje sie burza nad zlem największym z mozliwych. Prawie jak gdyby bylo to podawanie wysokoprocentowego alkoholu malemu dziecku.
Wracajac do tematu czytajac ten artykul musialam zgodzic sie z wiekszoscia rzeczy o ktorej pisze. To jak na samym poczatku potraktowala ja polozna mowiac: "Ile pani karmiła? 4 miesiące? to jakby nie karmila Pani wcale". Ah, az mi sie smutno zrobilo! Baby s ma juz 4 miesiace i jestem dumna ze tak dlugo udalo mi sie ja karmic. Poczatki byly koszmarne i myslalam ze poddam sie juz po tygodniu! Tak jak autorka mialam krwawiace, bolesne czerwone jak nos renifera sutki i krzyczalam przy kazdym podlaczaniu dziecka do mlekopoju. W duzej mierze przez brak pomocy w szpitalu ktorym rodzilam baby S byla zle przykladana, a z czasem wydaje mi sie ze dobrze tylko za dlugo! Nikt mi nie powiedzial ze niemowle moze za dlugo byc przystawione. A moze! Sutki nie przyzwyczajone do ssacej istotki godzinami nie daly rady. Jakos dzieki nakladka kremom (dzieki Bogu za Lansinoh) smoczku i dokarminiu malego ssaka do potegi etej (tak dostala i smoczka i modyfikowane juz w pierwszej dobie zycia!) udalo mi sie jakos przezyc pierwsze 2 tygodnie, najgorsze w karmieniu. A ssala strasznie! Nawet gdy podczas badania lekarz musial jej wsadzic palec do buzi bo tylko wtedy sie uspokoila stwierdzil i tu cyctat "au mam purpurowy palec tak ciagnie", a ja na to "to pomysl co ja mam purpurowego!"
Kolejnym problemem bylo to czy sie najada, a skoro musi sie najadac to czemu placze ciagle tylko nie jak je. I tak dokarmianie trwalo 2 tygodnie i az do miesiaca pomalu zmiejszalam dawke mleka modyfikowanego udalo sie zostac na samej piersi okolo 3 miesiecy.
No i jeszcze kryzys laktacyjny. Czemu piersi nie maja wskaznika pelnosci i oproznialnosci?!?! Dziecko placze przysrawiane tyle samo co zawsze to o co chodzi? Aaaa...kryzyk laktacyjny to istnieje cos takiego. Szkoda, ze nikt mi o tym nie powiedzial wczesniej. Jakos przetrwalismy.
Karmienie publiczne i bolace zastoje to dla mnie na szczescie nie problem. Jesli chodzi o to pierwsze to ja poprostu nigdzie nie wychodze ;) nie dosc zejest zimno, szybko ciemno, baby s jest mala to jeszcze mieszkamy na srodku wsi i wydostanie sie do wiekszego miasta to dluga jazda autem, a jak juz wychodzimy cala trojka to tak zeby wrocic do 3h i karmie przed samym wyjsciem. Jesli chodzi o to drugie czyli zastoje to nigdy mi sie nie zdarzyly. Wrecz przeciwnie tylko raz czulam ze mam naprawde pelne piersi a tak to srednio. Wiec szalu mlekowego nie ma.
Ale wracajac do tematu Pani karmila jedna core 4 miesiace, druga tydzien. Artykul fajny, na luzie, opowiadajacy  wlasnych przezyciach i o tym ze nie trzeba ulegac presji, troszke przesadzony naprzyklad tu: "Już byłam pewna, że jak będzie bolało, będzie trudno i będę miała ochotę odnieść dziecko do Okna Życia za każdym razem, gdy będę musiała przystawić gryzącego potwora do rozoranej brodawki, odstawię choćby po dwóch dniach. Zatkam flaszką i już", ale to nie znaczy ze nie kocha swojego dziecka i narawde chcalaby go oddac, wrecz rzeciwne wydaje mi sie, ze wiekszosc ludzi uzna to za zabawne. Ale tak sie nie stalo...Zeszlam nizej i ku mojemu zaskoczeniu bylo kilka negatywnych komentarzy. I to bardzo! Nie wiem czy ludzie nie maja luzu czy nie umieja czytac?! Przeciez nigdzie nie pisze: "Jak może Pani pisać, że przez karmienie miała Pani ochotę oddać dziecko do okna życia? Jaką jest Pani matką? Tu już nawet nie chodzi o to, że Pani nie chciała karmić tylko o to jak Pani ogólnie podchodzi do swojego dziecka." Ah ocenianie jaka kto jest matka przez kilka slow zlepionych razem na jednym z portali, calkiem zabawnym swoja droga, to chyba tylko polacy potrafia!
Albo to: "Gryzienie? To jest powód żeby kończyć karmienie? Dla mnie jednak żałosne i egoistyczne"... bez przesady karmienie nie moze byc masochistycznym doznaniem! Wytlumaczyc dziecku ze tak nie wolno...tak...ale niektore 3 miesieczniaki maja juz zeby i nie rozumieja tego, ze powiesz au mnie to boli! Nie wiedzialam ze karmienie piersia wywoluje tak skrajne emocje!

Nie zaprzeczam w ogole ze karmienie piersia ma swoje gromne plusy i nie zgodze sie ze kobieta rzuca karmienie piersia dla wlasnej wygody bo duzo wygodniejsze jest wystawic cyca nakarmic i juz niz czyszczenie, sterylizowanie butelek, przygotowywanie odpowiedniej mieszanki w odpowiednim czasie w odpowiedniej tempearaturze nie rzadko w srodku nocy!
Podsumowujac karmienie piersia to kazdego wybor i musi patrzec na swoje dobro i dobro swojego dziecka (nie przez przypadek swoje podaje najpierw bo szczesliwa mama to szczesliwe dziecko, a mieszanka jest teraz tak dobrana ze dziecko ma sie na niej dobrze!) oczywisicie sa benefity dla dziecka i dobrze jest karmic te 6 miesiecy, ale jesli jest to niemozliwe to nie powinno sie czuc pod presja bo w sumie najwazniejsze jest abyscie wy byli szczesliwi. I tego Wam zycze :)

9 komentarzy:

  1. Dzięki za Twój wpis!
    Ja dzisiaj też piszę o karmieniu piersią - może nie dosłownie, ale w komentarzach :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć. Natknęłam się na Twojego bloga całkiem przypadkiem, szukałam stylizacji dziecięcych. Musze przyznać ze ten wpis mnie powalił, pozytywnie oczywiście. Sama jestem matką 6 miesięcznej Ali i dobrze wiem co znaczą problemy z karmieniem. Najbardziej wkurza mnie ta ogólnoświatowa propaganda i piętnowanie matek butelkowych. Przez to wszystko prawie wpadłam w paranoje, bo moja Alka gdy skończyła 2 miesiące chciała się odstawić od piersi a położne twierdziły, że jest to niemożliwe. Skończyło się na tym, że przez dobre 3 miesiące odciągałam się dniem i nocą żeby tylko dostawała moje mleko. Właściwie nie wiem czy gra była warta świeczki, bo w tym czasie mała zachorowała 2 razy. A podobno dzieci na piersi nie chorują, podobno dzieci butelkowe mają nadwagę...lupota. Myślę, że potrzeba jest więcej głosów rozsądku, bo tak naprawdę to matka, wie co jest najlepsze dla jej dziecka i nikt nie powinien jej osądzać. Jeśli będziesz chciała wymienić jakieś uwagi to napisz any88@o2.pl Moje koleżanki mamy wszystkie jak jeden mąż karmią i karmiły piersią, dlatego nie potrafią zrozumieć mojego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o dopiero teraz zauwazylam ten wpis. dziekuje bardzo za te slowa. masz racje brakuje w naszym kraju zrozumienia i umiejetnosci znalezienia sie w sytuacji innych!!!!! teraz juz malej nie karmie piersia ale moze napisze jeszcze jeden post na ten tamat :* dziekuje za ten komentarz

      Usuń
  3. Witaj, trawiłam na Twojego bloga przypadkiem i chwała losowi za to:)
    Piszę z pozycji Matki Polki Karmiącej (od 11 miesięcy- wiec doswiadczenia troche mam) i tez czuje sie piętnowana. Moze zanim dojde do krytyki otoczenia warto powiedziec ze wcale nie miałam parcia na karmienie piersią, w przeciwienstwie do położnych w szpitalu w którym rodziłam. Mleka miałam mało, pogryziona byłam do krwi i czułam sie oszukana. Nikt bowiem nie pofatygował sie zeby powiedziec, ze karmienie na początku nie jest łatwe ( dla mnie był to prawdziwy horror), ani w szkole rodzenia, ani znajomi nie poodzielili sie ta prawdą. Nie dośc ze karmienie wspominałam gorzej niz poród to jeszcze miałam za mało mleka wiec i tak Młoda była dokarmiana sztucznie. Na domiar wszystkiego mała nie tolerowała nakładek sylikonowych a masci nie pomagały na długo. Nie miałam zamiaru zostać cierpiętnicą dlatego po wyjsciu ze szpitala kupiłam mleko modyfikowane i... dostałam nawału pokarmu, a wiadomo ze najlepszym laktatorem jest dziecko. Zaczęłam karmic i Tak ten stan trwa do chwili obecnej. Bolące, pogryzione piersi sa juz wspomnieniem, a na tapetę wszedł nowy problem. Odstawienie i komentarze Matek Polek Butelkowych ( nie chce tu nikogo obrazić, sama chęnie do was dołącze). Otóż tak jak mamy krytykowane za brak pokarmu ja jestem krytykowana za to ze go mam. Dowiedziałam sie ostatnio ze uzalezniam od siebie dziecko, ze nie dbam o rozszerzanie diety ( moja cora jest niejadkiem) itd. Odstawiam córke od 5 miesięcy. Owszem brak mi stanowczości, ale pomysły z głodzeniem dziecka są nie dla mnie, a moja kreatywność w tym temacie zaczyna osiągać granice. Córa ma już ząbki, ale to akurat nie jest problemem, tylko jej swiadomosc skad moze wziac mleko i brak skrepowania żeby je mieć w miejscach publicznych. Czesto muszę opędzac sie od małych łapek sięgających mi pod bluzkę. Na pytanie kolezanki czy karmiłąbym drugie piersią nie wstydze sie powiedziec ze nie wiem. PLusy karmienia piersiąsą ogromne: odporność dziecka, kontakt z matką w trakcie karmienia, wygoda - zawsze mam pokarm pod reka w dobrej temperaturze, koszty- a własciwie ich brak. A minusy: wstaje w nocy głównie matka, nie wyjdziesz na dłuzej niz 2 h z domu, bo za chwile i tak potrzebujesz odsaczenia, obolałe piersi, w okresie zimowym czesto pojawia sie zapalenie piersi, karmienie piersia dziecka trwa dłuzej, dzieci zwykle nie chca pic z butelek przez co pojawia się problem z wprowadzaniem nowych smaków.
    Acha i jeszcze jedno Młoda nie stosuje smoczka ( z jej wyboru nie mojego) , rekompensuje sobie jego brak naturalnie moim sutkiem Reasumując: Karmienie piersią jest trudne , nie dajcie sie omamic obrazkom szczesliwych matek karmiacych, bo zanim sie usmiechneły musiały sie nauczyc jak to robić. Czy warto karmić piersią ? Jasne ale nie zmuszajcie sie bo wasza irytacja nie pomoze dziecku a tylko mu zaszkodzi. A jak nie macie pokarmu to cieszcie sie ze w dzisiejszych czasach mamy taki wybór na rynku mleka modyfikowanego :) Pozrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje bardzo za komentarz...nic dodac nic ujac :* pozdrawiam

      Usuń
  4. Świetny wpis, wreszcie normalne podejście do karmienia, a nie totalnie skrajne jak to często bywa przy temacie karmienia piersią. Każda mama chce dla dziecka jak najlepiej, a szufladkowanie mam ze względu na to w jaki sposób karmią swoje dziecko uważam za co najmniej niewłaściwe, aby nie użyć mocniejszych słów.
    Ps. Świetny blog z mnóstwem kreatywnych pomysłów i świeżym podejściem do zabaw z dzieckiem. Natrafiłam przypadkiem i wsiąkłam na dobre :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza na ogol natykamy sie na skrajne wypowiedzi osob z klapkami na oczach. Przeciez "moja prawda jest lepsza prawda" eh niestety nie tylko w zakresie karmienia piersia. Dziekuje za mile slowa zapraszam do lektury :)

      Usuń
  5. D Z Ę K U J Ę !
    Na Dzieciozmagania trafiłam szukając kreatywnych zabaw i zauważyłam (taki niepozorny, na boczku, na końcu listy) temat karmienie piersią. I alleluja! Dowiedziałam się, że nie jestem potworem, który swoje dziecko skazał na MM.
    Przez całą ciążę łudziłam się, że będę Matką- Polką, która kolejne pokolenie przywita "pełną piersią". Nie kupiłam butelki, smoczka ani nic, co by się wiązało z "nienaturalnym" zaspokajaniem potrzeb dziecka. Ale... Problemy z karmieniem piersią miałam od samego początku. Zaraz po narodzinach mój synek i ja zostaliśmy rozdzieleni. Byłam po CC - synek był zbyt duży jak na moje możliwości [4430 g, 61 cm]. Nie widziałam go przez 20 godzin. Nie mogłam go przytulić ani przystawić do piersi. Być może dlatego nie miałam wystarczającej ilości pokarmu... później było tylko gorzej. Wydawało mi się, że mały ssie prawidłowo [przecież się uspokaja i zasypia, więc chyba się najadł?]. Podczas codziennego ważenia okazało się jednak, że drastycznie spadała jego masa. Poprosiłam więc położne, żeby pomogły mi wyłapać, co robię źle podczas karmienia. Zostałam zrugana, że źle trzymam dziecko, że źle trzymam pierś ["pani nie trzyma jak papierosa! tylko objąć całą pierś trzeba!]. Nie miałam siły, żeby się bronić. Karmiłam tak, jak umiałam [a nie umiałam, bo to moje 1. dziecko i sposób trzymania miałam taki, jak moja mama - patrzyłam jak karmiła mojego brata (o 12 lat młodszy)]. Zaraz później pani doktor zarządziła badania w kierunku chorób metabolicznych. Popłakałam się patrząc, jak położne pobierają mojemu synkowi krew do badań. I co 3 godziny posłusznie meldowałam się na IT noworodków, po porcję mleka dla mojego maleństwa... badania nie wykazały nic niepokojącego, więc kontynuowałam zabawę. "Młody za chwilę się obudzi, więc ja dreptu dreptu po mleko, mleko czeka chwilkę, bo młody ssie cyca, a potem poprawia butelką". I tak w kółko. Próbowałam odciągać pokarm - ot tak, żeby sprawdzić, ile faktycznie go produkuję. I z obu piersi wyciągałam zawrotną ilość - do 30 ml. Podczas wizyty u pediatry dowiedziałam się, że za dużo przybrał, muszę więc ograniczyć mu porcje MM. To były najgorsze 3 dni w moim życiu. Praktycznie nie spałam, bo młody ciągle płakał. Później przyzwyczaił się do podawanej ilości pokarmu, a ja dalej bawiłam się w kombinacje cyc-butla. Wytrzymałam 6 tygodni i w końcu dałam sobie siana. Młody zupełnie dobrze się rozwija, mimo karmienia MM nie choruje. A ja "z drugich ust" się dowiedziałam [od mojego M], że teściowa ma mi za złe, że zrezygnowałam z piersi, bo powinnam tak jak ona dać się "doić" członkom rodziny [dosłownie, sama opowiadała mi, że jej mąż, jego siostra i siostry mąż siadali przed szanowną w/w i doili ją jak Mućkę, żeby rozruszać laktację]. Dziękuję, postoję.
    Podziwiam kobiety, które karmią piersią po kilka lat, jeśli dzieci [i one same] sobie tego życzą. Szanuję te, które z różnych przyczyn karmią MM. I życzę wszystkim mamom [tym przyszłym chyba przede wszystkim], żeby nie musiały wysłuchiwać ani czytać nieprzychylnych [eufemizm pełną gębą] komentarzy odnośnie ich wyborów i udowadniać, czyje powinno "być na wierzchu".
    Pozdrawiam,
    Inka

    OdpowiedzUsuń

bardzo lubimy komentarze! Dodaj swoj....